Na warszawskim brzegu Wisły, tuż nad wodą, wśród leżących bezładnie fragmentów gruzu, żelazo-betonu, przemieszanego z petami, potłuczonym szkłem i dużymi fragmentami starego asfaltu (zgroza…) rosną sobie – nie wiedzieć czemu wśród takiej brzydoty!?!? – przecudne, małe kępki trawy. Wyglądają zaskakująco delikatnie jak na ich otoczenie: cieniutkie, strzeliste liście, zwieńczone czarnymi, małymi kuleczkami – to zapewne podłużne kwiaty – a może nasiona(?) – troszkę przypominają ziarenka kawy!! Sfotografowałam je w powiększeniu. Piękny ten mikro świat! Nawet w tak koszmarnym miejscu, jak miejska plaża stolicy…